Dzieci tyją, szkoły zawodzą
- Data:
- 2011-11-16 11:28
- Komentarzy:
- 1
Chipsy i słodkie napoje? Gminy milczą
W 87 proc. szkół prowadzących sklepiki oraz 75 proc. posiadających automaty spożywcze oferowano produkty o niskiej wartości odżywczej, niezalecane przez dietetyków, np. chipsy, słodkie napoje gazowane, napoje energetyzujące, podczas gdy jedna trzecia szkół nie zapewniała uczniom możliwości zjedzenia obiadu. Sklepiki z żywnością typu fast food znajdowały się także m.in. w czterech z ośmiu szkół posiadających tytuł "Szkoła promująca zdrowie" - odnotowuje NIK. Kontrolerzy ustalili, że w żadnej ze sprawdzanych przez nich gmin rada nie skorzystała z prawa do podjęcia uchwały wycofującej ze szkolnych sklepików tuczące produkty. Nie podjęto także działań ograniczających zainteresowanie dzieci tego typu żywnością.
Jedynie w 16 proc. skontrolowanych szkół działały sklepiki sprzedające wyłącznie zdrową żywność. "Samorządy - szczególnie te borykające się z problemami finansowymi - nierzadko oczekują od dyrektorów szkół, aby sklepiki przynosiły zysk, który zmniejszy koszty funkcjonowania placówek" - stwierdziła NIK. W ocenie Izby "podejmowane przez gminy i szkoły próby propagowania zdrowego stylu życia wśród dzieci i młodzieży są najczęściej niespójne, przypadkowe, doraźne i dlatego nieskuteczne".
Działania prozdrowotne samorządów polegały w kontrolowanym okresie na rozbudowie bazy sportowo-rekreacyjnej oraz organizowaniu imprez sportowo-turystycznych. Jednak tylko dwie gminy - Chełm i Elbląg - opracowały raporty dotyczące potrzeb zdrowotnych uczniów, by na tej podstawie podjąć działania. NIK przyznaje, że programy wychowawcze we wszystkich skontrolowanych szkołach odnosiły się do "szeroko rozumianych działań sprzyjających zdrowiu", ale tylko w jednej trzeciej z tych programów zawarto zadania bezpośrednio związane ze zwalczaniem nadwagi lub otyłości.
Nikt nie sprawdza kto ma "trzymać formę"
W ocenie NIK, choć poszczególne szkoły brały udział w ogólnopolskich programach prozdrowotnych - jak "Trzymaj formę", "Szklanka mleka", "Owoce w szkole" - to ocena ich skuteczności jest niemożliwa, ponieważ żaden z tych programów nie został poprzedzony analizą stanu wyjściowego - nie sprawdzono skali zjawiska nadwagi i otyłości w danej szkole ani rzeczywistych potrzeb uczniów. Dyrektorom szkół NIK zarzuca, że za rzadko wykorzystywali wyniki wykonanych już badań. Kontrolerzy stwierdzili, że wszystkie szkoły zapewniły warunki do przeprowadzania badań przesiewowych, pozwalających na wykrycie ewentualnych zaburzeń w stanie zdrowia uczniów, jednak w co czwartej placówce pielęgniarka szkolna nie przedstawiała ich wyników radzie pedagogicznej. Żadna ze skontrolowanych szkół nie uwzględniła w planach doskonalenia zawodowego nauczycieli problematyki z zakresu walki z nadwagą i otyłością. Jednocześnie większość ankietowanych przez NIK nauczycieli przyznała, że nie jest przygotowana do udzielenia pomocy uczniom w zapobieganiu nadwadze i otyłości.
Oszczędzanie na odchudzaniu
NIK przypomina, że obecnie w Europie nadwagę ma co czwarte
dziecko, a
otyłość to nie tylko obciążenia zdrowotne, ale także ekonomiczne,
pochłaniające w niektórych państwach członkowskich UE do 6 proc.
rządowych wydatków na opiekę
zdrowotną. Polskie Ministerstwo Zdrowia, współpracując m. in. z Instytutem
Żywności i Żywienia, realizuje program zapobiegania nadwadze i
otyłości. W latach 2007-2011 budżet na
realizację programu szacowano początkowo na 12 mln zł - faktycznie
zaplanowano kwotę o połowę mniejszą - 5,9 mln zł, a w rzeczywistości w
latach 2007-2010 wydatkowano na ten cel niespełna 2,4
mln zł - zauważa NIK.
PAP, arb


Komentarze