Aktualności
W paluszkach rybnych nie ma ryb?
- Data:
- 2011-03-28 11:38
- Komentarzy:
- 0
Najwięcej informacji świadczących o jakości zakupionych przez nas paluszków znajdziemy na opakowaniu. Na niektórych mrożonkach można przeczytać, że paluszki zawierają jedynie 36% ryby. Co gorsza, nie jest to białe rybie mięso, ale zmielona miazga z wielu rodzajów ryb, a także skóry i ości.
- Niestety nie ma to nic wspólnego z rybą. Żeby paluszka nazwać rybnym musi on mieć powyżej 50 proc. ryby w swoim składzie. Jeśli ma poniżej 40 proc., to nie ma to nic wspólnego z rybą. Kiedy po usmażeniu przekroimy taki paluszek, okaże się, że wycieka z niego woda - mówi specjalista w dziedzinie ryb, Krzysztof Dziurkowski. - Ryba po rozkrojeniu powinna mieć konsystencję stałą. Kiedy po usmażeniu i przekrojeniu wypłynie z niej woda, oznacza to, że jest złej jakości i po prostu nie powinniśmy jej jeść. Lepiej kupmy świeżą rybę i doprawmy ją w domu –radzi ekspert.
Oprócz ograniczania ilości rybiego mięsa producenci paluszków dodają do nich ogromne ilości przypraw, konserwantów i barwników w celu podniesienia walorów smakowych potrawy. Wśród składników z łatwością znajdziemy skrobię ziemniaczaną, sucharki, substancje spulchniające (np. wodorowęglan amonu, E500II), substancję zagęszczającą jak guma guar, grysik ryżowy czy tłuszcz palmowy. – Im więcej przypraw i wszelkiego rodzaju domieszek w takich paluszkach, tym bardziej jest on wodnisty w środku – informuje Dziurkowski i dodaje: „najlepiej rybkę doprawić samemu w domu, naturalnymi przyprawami, wtedy będziemy mieć pewność, że jest ona naprawdę zdrowa".
„Fakt", kz
- Niestety nie ma to nic wspólnego z rybą. Żeby paluszka nazwać rybnym musi on mieć powyżej 50 proc. ryby w swoim składzie. Jeśli ma poniżej 40 proc., to nie ma to nic wspólnego z rybą. Kiedy po usmażeniu przekroimy taki paluszek, okaże się, że wycieka z niego woda - mówi specjalista w dziedzinie ryb, Krzysztof Dziurkowski. - Ryba po rozkrojeniu powinna mieć konsystencję stałą. Kiedy po usmażeniu i przekrojeniu wypłynie z niej woda, oznacza to, że jest złej jakości i po prostu nie powinniśmy jej jeść. Lepiej kupmy świeżą rybę i doprawmy ją w domu –radzi ekspert.
Oprócz ograniczania ilości rybiego mięsa producenci paluszków dodają do nich ogromne ilości przypraw, konserwantów i barwników w celu podniesienia walorów smakowych potrawy. Wśród składników z łatwością znajdziemy skrobię ziemniaczaną, sucharki, substancje spulchniające (np. wodorowęglan amonu, E500II), substancję zagęszczającą jak guma guar, grysik ryżowy czy tłuszcz palmowy. – Im więcej przypraw i wszelkiego rodzaju domieszek w takich paluszkach, tym bardziej jest on wodnisty w środku – informuje Dziurkowski i dodaje: „najlepiej rybkę doprawić samemu w domu, naturalnymi przyprawami, wtedy będziemy mieć pewność, że jest ona naprawdę zdrowa".
„Fakt", kz


Komentarze